prześlij na facebook
wróć do listy postów
przewiń do góry

14 październik '10 • artykuł joanna młynarz

Historie nie tylko dla kobiet.

Rozmowa z Asią Młynarz trenerką Pathways oraz wieloletnią dyrektorką Festiwalu Rozwoju Osobistego dla Kobiet PROGRESSteron w Krakowie, przy okazji jubileuszowej XX-tej edycji tego wydarzenia.

NARODZINY

Początki festiwalu były szczególnie trudne, bo ani nie miałam doświadczenia w organizacji tego rodzaju imprez, ani marka nie była jeszcze rozpoznawalna. Trzeba było zapracować na zaufanie zarówno uczestniczek, jak i współpracujących i współtworzących Festiwal. To była ciężka praca, po godzinach zwykłych obowiązków zawodowych i domowych. To był dla mnie niezwykle zakręcony czas, czas bardzo intensywnej pracy i zaangażowania w 110%. Czułam się pochłonięta tym projektem i...szczęśliwa.

W GÓRĘ...

Podczas organizacji pierwszych edycji Festiwalu przekonałam się, jak świat sprzyja przedsięwzięciom, które tworzy się z serca i jest się im absolutnie oddanym. Miałam wtedy często wrażenie, że spotykam właś-ciwych ludzi, że trafiam we właściwe miejsca i że uruchomił się jakiś łańcuszek dobrych zdarzeń. Miałam często wrażenie, że wszechświat mnie wspiera. To było niezwykłe.

W DÓŁ...?

Moja rodzina, moi synowie, mąż, ja sama - byliśmy w tym czasie w odstawce. Najdotkliwiej przeżył to mój mąż (sam też się angażował, pomagał, wspierał duchowo, graficznie i kiedy tylko było trzeba). Kiedy jednak zobaczył efekt finalny oraz niezwykłą atmosferę i moją radość podczas wieczornej imprezy kończącej I edycję w Krakowie - zrozumiał i cieszył się razem ze mną. Festiwalowi towarzyszyły jednak też i trudne chwile. Najsmutniejsze dla mnie były takie momenty, kiedy ktoś zarzucał nam zarabianie gigantycznych sum, o których nie ma mowy nawet po tych latach udanych kolejnych edycji. Festiwal jest fenomenem na rynku polskim, największą chyba imprezą o charakterze rozwojowym, która istnieje tyle lat bez sponsora czy dofinansowania. Uczestniczki swoimi opłatami za karnety pokrywają koszty organizacyjne festiwalowych warsztatów.

ZESPÓŁ

Nasz krakowski zespół tworzący PROGRESSteron to młode kobiety; niektóre jeszcze studiują, inne pracują, mają swoje rodziny - prace festiwalowe najczęściej wykonują po północy. Oto ostatnia wymiana między dziewczynami: "Przed kilkoma minutami wysłałam Wam prośbę o wprowadzenie zmian w naszym systemie bazar i wszystkie 3 miasta natychmiast na to odpowiedziały. Niesamowite! Wygląda na to, że festiwal żyje głównie
w nocy." Odpowiedź :"HAHAHA. Ja z Madżentą na ręku efektywniej pracuję nocą, zresztą noc lubię...:):):) buziaki i miłej pracy wszystkim".

Wtedy jest spokój i czas. Oczywiście wiele spraw musi wydarzyć się za dnia i o to dba przede wszystkim także Kasia Zielina, która od kilku edycji przejęła ode mnie obowiązki menedżerskie i zarządza tym projektem ze 120% zaangażowaniem. Odnoszę często wrażenie, że pracuje 24 godziny na dobę... ale uczy się dbać o siebie, to jest w tej chwili jej główne zadanie rozwojowe. Odkąd organizuje Festiwal, wiele w jej życiu się zmieniło; wyszła za mąż, urodziła dziecko (Marzenkę, o której mowa w mailu - po wiosennej zeszłorocznej edycji, ale dopiero po zakończeniu Festiwalu - wcześniej Kasia nie odpuściła). Jesienią była już ze swoja Marzenką na jodze dla mam z niemowlakami. Tak więc kobiety bardzo wcześnie zaczynają być PROGRESSteronowiczkami... Magda, która organizowała z nami wcześniej Festiwal w Krakowie, przeprowadziła się półtora roku temu do Warszawy i teraz tam go organizuje, również równocześnie opiekując się maleńkim Franiem, którego urodziła po jesiennej edycji.

OD KUCHNI

Zaczynamy organizować festiwal na 3-4 miesiące przed jego datą, miesiąc po jego zakończeniu trwa formalne i księgowe zamykanie tego projektu; wysyłamy też wtedy ankiety ewaluacyjne do uczestniczek, potem losujemy wśród nich nagrody. No i wreszcie odbywa się spotkanie organizatorek ze wszystkich miast festiwalowych - trzeba przecież poświętować, zobaczyć wyniki ankiet, podzielić się wrażeniami, pomysłami, wyciągnąć wnioski na przyszłość, poszukać nowych rozwiązań i iść dalej... do kolejnej edycji. Przerwa między jesienną i wiosenną edycją właściwie nie istnieje...

Organizacja festiwalu wiąże się z ogromem pracy, o której nie myśli się kiedy Festiwal "się dzieje" - jest żywo, radośnie i kolorowo we wszystkich przejawach. W nas samych - organizatorkach tej imprezy - też wtedy nie ma miejsca na zmęczenie, żal czy frustracje. Dopiero kiedy w ostatnią niedzielę pakujemy się i opuszczamy miejsce, w którym odbywa się Festiwal, zaczynają napływać emocje w przeróżnych barwach: ogromna satysfakcja i radość, że zrobiło się coś dobrego i mądrego, smutek pomieszany z poczuciem ulgi, że to koniec tej intensywnej pracy i wszechogarniające zmęczenie, które całym ciałem odczuwa się dopiero w poniedziałkowy poranek. Najtrudniej nam się zmobilizować, kiedy już jest koniec, kiedy trzeba spakować sprzęt, posprzątać i wynieść się z miejsca, w którym festiwal się odbył. Tym bardziej, że odbywa się to zwykle po godzinie 22:00, po dwóch weekendach pracy przez 12-14 godzin dziennie. Z podziwem wtedy patrzę na nasze dziewczyny, zwłaszcza te, które są hostessami (zdjęcie 5) - opiekują się uczestniczkami, trenerami prowadzącymi zajęcia, przygotowują sprzęt i sale do zajęć, dbają o pomieszczenia warsztatowe. One biegają podczas festiwalu po schodach w tę i z powrotem, mają oko na wszystko i dbają o dobrą atmosferę. Zawsze są pełne energii i uśmiechu - kocham je za to!

EMOCJE

Zespołu, który udało nam się stworzyć w Krakowie, zazdroszczą nam inne miasta. Ma swoją babską energię, klimat i siłę do radzenia sobie z wysiłkiem (także fizycznym), czasem wydawałoby się ponad miarę, z uśmiechem na twarzy. To, jaki ten zespół jest, to moja największa radocha. Pierwsze edycje kosztowały mnie tak dużo wysiłku... zdarzały się momenty płaczu ze zmęczenia, osamotnienia czy z powodu bolesnych komentarzy. Wszystkiego można się jednak nauczyć! Nabierania dystansu do siebie, do tego co się robi,
a przede wszystkim wiary w swoje intencje i możliwości, poprzez doświadczanie, pchanie się w nowe sytuacje i radzenie sobie z nimi - jakoś - bo nie zawsze jest przecież super!

Dzięki ogromnemu zmęczeniu i wielu frustracjom po paru pierwszych "samotnych" edycjach, nauczyłam się dzielić pracą z innymi, oddawać robotę, odpuszczać. Okazało się, że dopiero kiedy organizuje się Festiwal wspólnie z innymi, zaczyna się mieć z niego prawdziwą przyjemność i frajdę i ma ona naprawdę sens! Te pierwsze trudne doświadczenia były mi potrzebne przede wszystkim do tego, żeby dowiedzieć się, że można oddzielić nie tylko obsługę klientek i systemu rezerwacyjnego, ale także logistykę, księgowość, promocję
i reklamę festiwalu, a nawet z czasem nauczyć innych tworzenia programu, kalkulacji, budowania budżetu itp., itd... że nie trzeba wszystkiego robić w pojedynkę!

W ten sposób zaczął budować się zespół - mądry, odpowiedzialny, z inicjatywą i jakąś wewnętrzną motywacją. Ilość pracy, jaką trzeba wykonać, żeby festiwal mógł odbywać się dwa razy w roku, gratyfikują nam nie pieniądze (one są symboliczne w tym projekcie), ale możliwość zaspokojenia wielu potrzeb: dzielenia się, wniesienia wkładu w życie innych, samorozwoju, przyjemności, radości, wspólnoty, tworzenia, realizacji siebie, poczucia sensu, przynależności i wielu innych. No bo cóż innego dawałoby nam taki napęd do organizowania PRO-GRESSteronu przez tyle lat (w Krakowie to 5 rok, pierwsza krakowska edycja miała miejsce jesienią 2004 roku)?

KILKA DODATKOWYCH PYTAŃ,
które bardzo chciały poznać odpowiedzi.

PATHWAYS: Skąd pomysł na Festiwal dla kobiet – a nie, na przykład, mężczyzn czy par?

ASIA MŁYNARZ: Pomysł zrodził się w głowach Lucyny Wieczorek i Ewy Panufnik
w Warszawie. Mnie przekonał Festiwal do siebie, kiedy sama w nim uczestniczyłam -
w jednej z pierwszych edycji, chyba drugiej albo trzeciej, poprowadziłam tam warsztaty dla kobiet. Przekonał mnie, że spotkania tylko w kobiecym kręgu mają niezwykłą wartość - pokazują pełnię piękna, możliwości i zasobów kobiety. I że Festiwal wcale nie dzieli :-) Raczej przygotowuje, pomaga, wspiera kobiety w ich sile, poczuciu własnej wartości i to stanowi dopiero mocną podstawę do pełnego spotkania się z partnerem, na równych prawach, bez obwiniania się i stawiania wymagań.

Kim są uczestniczki PROGRESSteronu? Co się na Festiwalu dla nich wydarza, że tak często wracają?

Przychodzą do nas kobiety w rożnym wieku i z różnym doświadczeniem życiowym; studentki, singielki, kobiety spodziewające się dziecka, kobiety z pełnymi rodzinami i kobiety po przejściach. Wszystkie podczas festiwalu rozmawiają ze sobą, tańczą, malują, ćwiczą
w cieplej, życzliwej atmosferze. To ciepło i przyjaźń jest chyba dla uczestniczek największą wartością, ładują swoje akumulatory, a następnie ogrzane i nakarmione zrozumieniem
I akceptacją innych kobiet, wracają mocniejsze do swojego codziennego życia. Dla wielu
z nich PROGRESSteron bywa początkiem drogi do siebie - od krótkich festiwalowych zajęć często rozpoczyna się ich proces rozwojowy; podejmują decyzję o zapisaniu się na jakieś cykliczne zajęcia, grupy wsparcia, podejmują terapię albo zapisują się do szkół, na kursy. Wracają do nas, a jakże. Każda edycja jest inna, prowadzący zajęcia są niezwykle twórczy
i wciąż mają dla kobiet nowe propozycje - zawsze można znaleźć coś, co trafia dokładnie
w najgorętsze potrzeby w tym momencie Twojego życia. Każda edycja festiwalu przynosi coś nowego, inspirującego.

Jakie “festiwalowe historie” - osoby, warsztaty, chwile, sceny – najbardziej na przestrzeni lat zapadły ci w pamięć?

Najmocniej pamiętam spotkanie z kobietą około 60-tki na pierwszej edycji Festiwalu. Przysiadłyśmy wtedy, pamiętam, na ławce w przerwie między jej zajęciami. Kobieta powiedziała do mnie: "Jak dobrze, że córka mnie tu zabrała. Od rana biegam na różne zajęcia, jest 14:00 a ja czuję się taka szczęśliwa. Wydawało mi się, ze już nic ciekawego mnie nie spotka. każdy dzień podobny do poprzedniego: tv z mężem, zakupy, gotowanie. A tu okazuje się, ze tyle rzeczy można robić..."

Jak to jest, obchodzić tak szacowny jubileusz? Co myśli i czuje w takich chwilach wieloletnia organizatorka Festiwalu?

To jest pytanie przede wszystkim do Ewy i Lucyny - one obchodzą XX edycję PROGRESSteronu. Ja organizuję festiwal od pięciu lat w Krakowie - co oznacza dziesiątą edycję w królewskim mieście. Czuję się odświętnie, mam potrzebę radowania się tym
i wyrażenia wdzięczności wszystkim, którzy współtworzą lub współtworzyli PROGRESSteron w Krakowie, stąd pomysł na jubileuszową imprezę - podczas której przygotowujemy niezwykłe koncerty, pokazy, spotkania. No i wybraliśmy niezwykłe miejsce na Wiśle - Barkę Pathways.

Czego życzysz PROGRESSteronowi z okazji jubileuszu? :)

Kolejnych udanych festiwali, bo mamy wrażenie, że to dopiero dobry początek :-)

Festiwal Rozwojowy dla Kobiet PROGRESSteron odbywa się od kilku lat, cyklicznie na wiosnę i jesień, w kilkunastu miastach Polski. W każdym mieście pieczę nad nim sprawuje niewielki zespół, zwykle kobiecy. W Krakowie, gdzie Festiwalem zarządza Asia, to ekipa 3-5 osób oraz na kilka festiwalowych dni - dodatkowo 7 hostess, wspierających uczestniczki i prowadzących zajęcia w różnych lokalizacjach miasta. Na Festiwalu skosztować można wszystkiego: od warsztatów fotograficznych i body paintingu, przez taniec orientalny
i flamenco, do pracy z Wewnętrznym Krytykiem czy nauki zarządzania własną firmą. Każdy znajdzie coś dla siebie.
Założycielki PROGRESSteronu to Ewa Panufnik i Lucyna Wieczorek z Dojrzewalni Róż (Warszawa).